Czy kostarykańska kuchnia jest ohydna?

Z taką opinią spotkałem się kilka lat temu, przeglądając internet. Od tamtej pory przyjąłem sobie za punkt honoru wyrobienie wśród moich turystów zgoła odmiennej opinii.
Od tego czasu wożę wszystkich po lokalnych restauracjach, dając im możliwość degustacji kostarykańskiej kuchni i z zaciekawieniem obserwuję ich reakcje.

Temat smaków jest trudny — po pierwsze, o gustach się nie dyskutuje.
Po drugie, tak jak wszędzie na świecie, spotkamy tu zarówno lokale, które warto omijać szerokim łukiem, jak i takie, do których chce się wracać.
Ale do rzeczy.

Podstawą żywienia w Kostaryce jest ryż i czarna fasola. Ci, którzy nie znoszą ich smaku, z góry skazani są na kulinarne rozczarowania. Te dwa produkty, podobnie jak w Polsce ziemniaki i pieczywo, królują na kostarykańskich stołach. Z ryżu i fasoli przyrządza się większość dań — śniadaniowych, obiadowych i kolacyjnych.

Ale spokojnie — wszyscy miłośnicy ziemniaków mogą odetchnąć z ulgą.
W każdej kostarykańskiej restauracji dostaniecie frytki i purée ziemniaczane, więc nikt nie jest skazany wyłącznie na ryż.

Lokale gastronomiczne można tu podzielić na dwa typy: restauracje i tzw. Sody.
Soda to nic innego jak mała, rodzinna restauracja z domowym jedzeniem. Nazwa ta przyjęła się w Kostaryce ze względów podatkowych — w restauracjach można zatrudniać osoby spoza rodziny, natomiast w Sodach mogą pracować wyłącznie jej członkowie.

Można by pomyśleć, że w takich Sodach jedzenie jest zawsze pyszne i domowe. Nic bardziej mylnego. Spotkałem Sody, do których nigdy więcej nie zajrzę, i restauracje, którym spokojnie można by przyznać przynajmniej dwie gwiazdki Michelin.

W Kostaryce znajdziecie restauracje z kuchniami z niemal całego świata — więc nudy nie ma.
Wegetarianie będą zachwyceni ogromnym wyborem warzyw i owoców, a mięsożercy mogą liczyć na znakomite steki z wołowiny argentyńskiej, nikaraguańskiej i lokalnej, kostarykańskiej.
Tutejsza wołowina pochodzi z małych gospodarstw, co znacząco wpływa na jej jakość.

Warto dodać, że zupa w Kostaryce nie jest traktowana jako „pierwsze danie”, lecz jako pełnowartościowy posiłek — podawany w dużych porcjach i zawsze z solidną wkładką.
Znam restaurację, w której zupa z owoców morza serwowana jest w czymś, co bardziej przypomina małą wanienkę dla niemowląt niż talerz – oczywiście mam na myśli wielkość naczynia.

Gallo Pinto — duma Kostarykan

Narodowym śniadaniem Kostarykan jest Gallo Pinto (w dosłownym tłumaczeniu „cętkowany kogut”).
Jeśli czyta to ktoś z Nikaragui, pewnie włosy stają mu dęba — od pokoleń trwa bowiem spór między Nikaraguańczykami a Kostarykanami o to, kto stworzył to danie. Spór raczej nigdy się nie rozstrzygnie, więc skupmy się na tym, czym właściwie jest ten „cętkowany kogut”.

Wyobraź sobie sypki ryż zmieszany z ugotowaną czarną fasolą, duszony na patelni z cebulą, papryką i kolendrą. Podaje się go z jajkami sadzonymi (lub jajecznicą), kawałkiem sera, awokado, smażonymi platanami i kleksem kwaśnej śmietany.
Pychota!

Kiedy pierwszy raz leciałem do Kostaryki, byłem przekonany, że nie wezmę tego do ust.
Dziś nie wyobrażam sobie śniadania bez Gallo Pinto.

Casado — klasyczny obiad

Ryż i fasolę jada się także na obiad, ale już osobno — taka lokalna „innowacja”.
Kostarykański obiad to Casado, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „żonkoś”. Nie pytajcie, skąd ta nazwa. Od dziesięciu lat próbuję się tego dowiedzieć i słyszałem już dziesiątki wersji.

Casado to ryż i fasola podane osobno, z dodatkiem surówki, smażonych platanów i mięsa — najczęściej kurczaka, ale bywa też wołowina, wieprzowina lub ryba.

Co jeszcze jemy w Kostaryce?

  1. Chicharrones
    Wieprzowina pokrojona na kawałki ok. 3×3 cm i pieczona w specjalnych piecach. Bardzo popularna wśród podróżujących — kupujesz porcję i ruszasz w drogę. Lepsze i zdrowsze niż hot dog!
  2. Chifrijo
    Danie wymyślone przez pewnego restauratora z San José. Z czasem stało się kultowe w całej Kostaryce. To połączenie wspomnianych Chicharrones z fasolą, awokado i sporą ilością soku z limonki. Rewelacja — przynajmniej moim zdaniem.
  3. Tamales
    Przyrządzane głównie na Boże Narodzenie, podobnie jak u nas bigos. I tak jak bigos, za każdym razem smakuje inaczej — zależy, kto je przygotował. Ciasto z mąki kukurydzianej nadziewa się mięsem i warzywami, zawija w liść bananowca, związuje sznurkiem i gotuje. Po ugotowaniu liść się zdejmuje (jego nie jemy), a środek polewa sosem.
    Osobiście jeszcze nie jadłem Tamales, które by mnie zachwyciło, ale wszystko przede mną.
  4. Ceviche
    Surowa ryba pokrojona w drobną kostkę, zalana sokiem z limonki mandarynkowej (tak, w Kostaryce jest mnóstwo gatunków limonek!). Sok ścina białko, dzięki czemu ryba staje się „ugotowana”. Podaje się ją z czerwoną cebulką, papryką, awokado i kolendrą.
    Kto jest autorem tego dania? Każdy kraj Ameryki Łacińskiej twierdzi, że to jego wynalazek.
Ceviche – w tym przypadku krewetkowe

W Kostaryce, poza ryżem i fasolą, je się bardzo dużo warzyw i owoców. Z mięs najpopularniejszy jest kurczak, potem wołowina i wieprzowina.
Dostęp do oceanu sprawia, że ryby i owoce morza pojawiają się w menu wyjątkowo często.
Zupa z owoców morza na mleczku kokosowym to prawdziwa uczta dla podniebienia.

Na wybrzeżu Pacyfiku można zamówić danie o nazwie Mariscada — ogromny półmisek owoców morza w sosie czosnkowym. Podawane są wersje dla 2, 4 i 6 osób, przy czym ta najmniejsza porcja spokojnie wystarczy dla trzech. Kostarykanie lubią dobrze i dużo zjeść, więc trzeba się przygotować na spore porcje.

A co najważniejsze — produkty w Kostaryce są doskonałej jakości.
Warzywa, owoce, mięsa, ryby i owoce morza są świeże, lokalne i nie pochodzą z przemysłowych upraw czy hodowli.

Jedno jest pewne: kostarykańska kuchnia jest zróżnicowana i zdrowa.
A smak? To już kwestia gustu — a o gustach, jak wiemy, się nie dyskutuje.